Wiewiórki z Parku Sosnowego podbijają internet
Rozmowa z Jarosławem Kołaczem
Zdjęcia wiewiórek z parku Sosnowego w Ciechocinku obiegły w ubiegłym miesiącu internet: mnóstwo reakcji i dziesiątki komentarzy. Ich autorem jest Jarosław Kołacz – gdańszczanin, który połączył fotograficzną pasję z… turnusem uzdrowiskowym.
– Panie Jarosławie, jak udało się rozkochać ciechocińskie wiewiórki w obiektywie?
Zwierzęta po prostu mnie lubią (śmiech). Ale zauważyłem, że gdy wiewiórka dostanie orzeszka i zacznie jeść, to przestaje uciekać. Wtedy można spokojnie zrobić zdjęcie. Choć – powiem szczerze – da się i bez orzeszków. Wystarczy cierpliwość i trochę szczęścia.
– To Pana pierwsze spotkanie z tymi rudymi modelkami?
Zazwyczaj fotografuję psy, koty, ptaki – mewy czy łabędzie. Zdarzyło mi się sfotografować szare wiewiórki w Meksyku. Mam jedno zdjęcie jak obgryzuje patyczek od loda. Ale park Sosnowy okazał się świetnym miejscem do fotografowania wiewiórek – mają tu swoje rytmy i nie boją się ludzi. Moje ulubione zdjęcie, zrobione zupełnie przypadkiem to wiewiórka w locie, z orzeszkiem. Powstała z lampą błyskową – inaczej byłby cień na niebie.


– Od jak dawna zajmuje się Pan fotografią?
Pasja była od zawsze, ale tak bardziej na poważnie – od trzech lat. Z zawodu naprawiam aparaty fotograficzne, więc z techniką mam do czynienia od dawna. Teraz sprzęt poszedł o wiele do przodu – mamy m.in. śledzenie oka, 120 zdjęć na sekundę, a nawet rozdzielczość 8K. Wystarczy włączyć tryb śledzenia zwierząt i aparat sam ustawia ostrość na oko. To ogromne ułatwienie, szczególnie przy ruchliwych modelach. Czasem jedno na dwadzieścia zdjęć wychodzi naprawdę dobre, ale właśnie to czyni fotografię ciekawą – nigdy nie ma pewności, że się uda.
– W Pana biografii pojawia się też stolarstwo. Czy precyzja z tamtego fachu pomaga w fotografii?
Zdecydowanie tak. W drewnie każdy ruch musi być przemyślany – jeden błąd i można wszystko zniszczyć. Fotografia jest podobna: tu też liczy się spokój, cierpliwość i dokładność. Dziś np. robiłem zdjęcia ptakom – ustawiłem statyw, a sam czekałem kilka metrów dalej, z pilotem w ręku, żeby nie spłoszyć. Trzeba mieć wyczucie w palcach i refleks w oku, ale przede wszystkim – nie śpieszyć się.
– Ciechocinek to dobre miejsce dla fotografa?
Bardzo. Jest tu dużo przestrzeni i spokoju. Dla fotografa to idealne warunki – można znaleźć ciekawe kadry bez pośpiechu, jest równy teren, pola, niska zabudowa. Zachody słońca, księżyc, jesienne liście – wszystko pięknie się tu komponuje z krajobrazem. No i oczywiście tężnie, grzybek czy park – to klasyka, która zawsze dobrze wygląda w obiektywie.

– Jakieś fotograficzne rady dla początkujących?
Przede wszystkim – pogoda i czas. Najlepiej, gdy słońce jest nisko, a chmury mają różne odcienie. I warto pamiętać prosty trik: cztery palce nad horyzontem to mniej więcej godzina do zachodu słońca. A sprzęt? Nieważny. Można i telefonem zrobić świetne ujęcia – ważne, żeby mieć oko i cierpliwość.
– A co dalej? Kolejne zdjęcia w planach?
Na pewno! Fotografowałem już w Meksyku, w Szwajcarii, a teraz w Ciechocinku. Chętnie wrócę do uzdrowiska zimą — biały Ciechocinek w obiektywie na pewno będzie miał swój niepowtarzalny urok, zwłaszcza wśród tężni i parkowych alejek.
Rozmowa z “Zdroju Ciechocińskiego”
październik 2025
fot. Jarosław Kołacz


