sobota, 11 lipca 2026

Ładowanie pogody…
10 lipca 2026

Kwiaty wizytówką Ciechocinka – wywiad z Ryszardem Kacprzakiem

Ciechocinek od lat kojarzy się nie tylko z tężniami i uzdrowiskowym klimatem, ale także z efektownymi kwiatowymi rabatami, które przyciągają uwagę mieszkańców, kuracjuszy i turystów. Za ich powstaniem stoi wielomiesięczna, precyzyjna praca ciechocińskiej rodzinnej firmy ogrodniczej, dysponującej niemal hektarem szklarni i sprowadzającej rośliny m.in. z Wysp Kanaryjskich oraz Boliwii. O kulisach tworzenia kwiatowej wizytówki miasta rozmawiamy z właścicielem przedsiębiorstwa Ryszardem Kacprzakiem.

Panie Ryszardzie, od kiedy zajmuje się Pan ogrodnictwem?

Nasza historia rozpoczęła się w 1993 roku. Na początku nie były to kwiaty, ale produkcja pomidorów i ogórków, które dostarczaliśmy m.in. do ciechocińskich sanatoriów. Z czasem rosło zapotrzebowanie na kwiaty, dlatego stopniowo zaczęliśmy zmieniać profil działalności. Od 2000 roku zajmujemy się już tylko kwiatami. Dziś produkcja odbywa się na powierzchni około 8,8 tysiąca metrów kwadratowych pod przykryciem, czyli na prawie hektarze szklarni i tuneli.

Czy można powiedzieć, że to dziś firma rodzinna?

Zdecydowanie tak. Ogrodnictwo prowadzę razem z żoną, ale coraz bardziej angażują się także nasze dzieci – córka i syn. Można powiedzieć, że powoli przejmują pałeczkę. To dla nas nie tylko praca, ale także pasja całej rodziny.

Jestem dumny z tego, że nasze kwiaty zdobią dziś cały Ciechocinek – miejskie rabaty, parki, ulice, ale też ogrody i balkony wielu mieszkańców. To daje dużą satysfakcję, kiedy widzimy, że nasza praca jest obecna właściwie na każdym kroku. Nasze rośliny trafiają także poza Ciechocinek, m.in. do Torunia i Włocławka, więc można powiedzieć, że ta rodzinna pasja wychodzi już trochę dalej niż tylko poza nasze ogrodnictwo.

Jak długo współpracujecie z Ciechocinkiem?

Z miastem współpracujemy od 2019 roku. Co roku przygotowujemy i obsadzamy rabaty kwiatowe w Ciechocinku. To duże przedsięwzięcie, bo każdego sezonu na terenie miasta sadzonych jest około 250 tysięcy kwiatów. Staramy się, aby rabaty nie powtarzały się z roku na rok. Za każdym razem przygotowujemy nowe wzory, nowe zestawienia kolorystyczne i wprowadzamy ciekawe gatunki roślin. W ostatnim sezonie jedną z takich nowości był kwiatowy kosz ustawiony na rynku, przy targowisku na ul. Broniewskiego. To dodatkowy element dekoracyjny, który uzupełnia miejskie nasadzenia.

Jak wyglądają przygotowania do sezonu?

Już we wrześniu zaczynamy myśleć o kolejnym roku. Przygotowujemy wstępne szkice m.in. Dywanów Kwiatowych na Parterach Hellwiga i innych kluczowych klombów. Liczymy ile roślin będzie potrzebnych i składamy zamówienia. Zimą dopracowujemy projekty rabat, sadzimy sadzonki, a wiosną przedstawiamy gotowe projekty do akceptacji. Sadzenie na terenie miasta rozpoczynamy zazwyczaj dopiero po 15 maja, po tzw. “Zimnej Zośce”. To nie jest kwestia zwlekania, tylko pogody i bezpieczeństwa roślin. Z chęcią rozpoczęlibyśmy sadzenie wcześniej, ale w naszym klimacie często pojawiają się przymrozki np. w tym roku w połowie maja termometry nocą pokazywały -6°C przy gruncie. Dlatego, choć wiele osób chciałoby zobaczyć kwiaty na rabatach już wczesną wiosną, zbyt szybkie sadzenie jest po prostu bardzo ryzykowne. Mieliśmy już takie doświadczenia przy tulipanach. Chcieliśmy wprowadzić je jako wiosenny akcent, inspirowany holenderskimi nasadzeniami. Tulipany trzeba jednak sadzić jesienią — pod koniec września albo na początku października. Przy tegorocznej ostrzejszej zimie okazało się, że około 5 tysięcy tulipanów nie przetrwało. To pokazuje, że przy miejskich nasadzeniach najważniejszy jest nie tylko efekt, ale też analiza pogody i działanie z głową.

Skąd biorą się sadzonki, które później trafiają na ciechocińskie rabaty?

Przygotowania zaczynają się na długo przed tym, zanim mieszkańcy zobaczą pierwsze kwiaty na miejskich rabatach. Zamówienia składamy już we wrześniu i październiku, bo producenci muszą z dużym wyprzedzeniem wiedzieć, jakie będzie zapotrzebowanie na kolejny sezon. Małe sadzonki przygotowywane są w cieplejszym klimacie, m.in. na Wyspach Kanaryjskich, w Kenii czy Egipcie, gdzie jest dużo światła i odpowiednia temperatura. Stamtąd trafiają transportem lotniczym do Europy, a następnie do specjalistycznych firm w Polsce z którymi współpracujemy. Tam są ukorzeniane w małych paletach, w torfowych korkach, pod odpowiednią osłoną i przy właściwej wilgotności. Ten etap trwa około trzech tygodni.

Dopiero później takie ukorzenione sadzonki trafiają do naszego ogrodnictwa. U nas sezon szklarniowy rozpoczyna się w lutym. Rośliny są przesadzane do większych doniczek i przez kolejne tygodnie rosną pod osłonami, w odpowiedniej temperaturze. Młode sadzonki potrzebują ciepła – minimum 15°C, a najlepiej 17–18°C. Dopiero gdy rośliny są większe, można je stopniowo hartować i przygotowywać do warunków zewnętrznych.

Odpowiedni rozmiar i wygląd rośliny osiągają zwykle pod koniec kwietnia albo na początku maja. Wtedy w szklarniach jest ich najwięcej – wszystkie stoły i konstrukcje są zastawione kwiatami. Dopiero tak przygotowane, mocne rośliny mogą później trafić na rabaty w Ciechocinku.

Jakie rośliny szczególnie sprawdzają się w miejskich nasadzeniach?

Staramy się wybierać gatunki odporne, efektowne i takie, które dobrze znoszą miejskie warunki. W ostatnich latach sprawdziła się m.in. werbena patagońska, szałwia o intensywnym niebieskim kolorze czy nowe odmiany niecierpka, które dobrze radzą sobie również w słońcu. Ciekawostką jest także aeonium, nazywane czarną różą pustyni. Ściągamy je z dalekiej Boliwii. To bardzo oryginalna roślina, która wzbudza duże zainteresowanie przechodniów.

Czy praca kończy się w momencie posadzenia kwiatów?

Nie, absolutnie. Nasza praca obejmuje cały proces: projektowanie rabat, sadzenie, późniejszą pielęgnację i sprzątanie po zakończeniu sezonu. Przez całe lato musimy dbać o podlewanie, uzupełniać rośliny, jeśli coś zostanie zniszczone albo skradzione, i utrzymywać rabaty w dobrej kondycji aż do połowy października. Miasto ma wyglądać ładnie nie tylko w dniu posadzenia, ale przez cały sezon.

Przy takiej liczbie nasadzeń najważniejsza jest systematyczna pielęgnacja, zwłaszcza podczas upałów. Wtedy prace często zaczynamy już około piątej rano, żeby zdążyć przed największym słońcem. Przy wysokich temperaturach pracujemy zwykle tylko do jedenastej, najpóźniej do południa, bo później warunki są trudne zarówno dla ludzi, jak i dla roślin.

Ciechocinek bywa nazywany miastem ogrodem. Czy kwiaty są dziś jednym z jego znaków rozpoznawczych?

Myślę, że tak. Każde uzdrowisko ma coś charakterystycznego. Ciechocinek kojarzy się z tężniami, ale również z kwiatami. Mamy tu bardzo dużo rabat: około sześciu tysięcy metrów kwadratowych. W porównaniu z innymi miejscowościami uzdrowiskowymi to naprawdę dużo. Wielu turystów i kuracjuszy mówi, że przyjeżdża do Ciechocinka właśnie po to, żeby zobaczyć kwiaty.

Mieszkańcy i kuracjusze komentują kwiatowe dekoracje?

Tak, bardzo często. Osoby pracujące przy rabatach słyszą wiele miłych słów. Ludzie robią zdjęcia, pytają o nazwy roślin, interesują się kompozycjami. To daje dużą satysfakcję. Ciechocinek jest kolorowy, zadbany i dzięki kwiatom ma wyjątkowy klimat.

Skąd czerpie Pan inspiracje?

Dużo obserwujemy, jeździmy, oglądamy różne rozwiązania w Polsce i za granicą. W ogrodnictwie, jak w każdej branży, co roku pojawiają się nowości. Staramy się je testować i wybierać te, które mogą dobrze sprawdzić się w Ciechocinku. Trzeba jednak pamiętać, że rośliny muszą nie tylko ładnie wyglądać, ale też wytrzymać upały, deszcz, wiatr i inne warunki pogodowe.

Co jest najważniejsze w tej pracy?

Cierpliwość, doświadczenie i systematyczność. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby Ciechocinek wyglądał pięknie, a mieszkańcy i goście mogli cieszyć się kwiatami przez cały sezon. Roślina to żywy organizm, dlatego trzeba ją obserwować i reagować na to, co dzieje się z pogodą. Nie da się jej podlać „na zapas” na kilka dni, tak jak człowiek nie naje się ani nie napije na trzy dni. Regularna pielęgnacja jest podstawą, szczególnie wtedy, gdy przychodzą wysokie temperatury. W czasie upałów bardzo ważna jest też pora podlewania. Najlepiej robić to wcześnie rano albo wieczorem, a nie w pełnym słońcu. To podobnie jak z człowiekiem – jeśli ktoś jest rozgrzany, nie powinien nagle wskakiwać do zimnej wody. Z rośliną jest tak samo: gdy liście są nagrzane, zimna woda może je uszkodzić, a nawet poparzyć. Podlewanie musi być więc przemyślane i dostosowane do pogody.

Wywiad z „Zdroju Ciechocińskiego” – czerwiec 2026

Udostępnij:

Zobacz także: